Z dziennika mizofonika- a podobno muzyka uspokaja

Chciałbym podzielić się ciekawą historią, którą w końcu ktoś zrozumie i podzieli mój ból.

Jak zwykle zaczyna się niewinnie. Przeglądam sobie jutuba w poszukiwaniu ciekawej muzyki. Jako że jestem gitarzystą i naszło mnie na akustyczne granie - przeglądam sobie jakieś instrumentalne nagrania ludzi, koncerty itp. Z kolejnymi kliknięciami odkryłem bardzo fajnego wykonawcę, człowiek ze skilem itp itd. Szukam więc głębiej i znajduje jego album - wersja studyjna w dobrej jakości, gitara akustyczna - fajnie fajnie będzie czego posłuchać w drodze na wydział. Wszystko ładnie pięknie, wychodzę na zajęcia z myślą rozkoszowania się nowo odkrytą muzyką. Odpalam, słucham - kawałek przeleciał, ale coś mi nie pasuje. Leci kolejny utwór i tu już niestety słuchać lepiej. Koleś sapie podczas grania !...

Z dziennika mizofonika- kocham kino!

 Wczoraj osiągnęłam apogeum mizofoniczne, ale od początku.

Jestem Ania, lat 30. Na mizofonię cierpię od dziecka, zdiagnozowałam się sama pod koniec studiów. Natknęłam się przypadkiem w Internecie na jakiś mały artykuł, zaczęłam szukać i pierwszy raz poczułam, że nie jestem wariatką, że nie jestem sama, poczułam ulgę.

Z moim chłopakiem jesteśmy razem 3 lata, on o tym wie, stara się i rozumie. 

Kocham kino, kocham filmy, zwłaszcza polskie. Miłość tą wyniosłam z domu i pielęgnuję, daje mi to dużo przyjemności i satysfakcji. Od zawsze miałam problem z multipleksami i przypadkami, które w kinie jedzą, piją, szeleszczą czy mamroczą pod nosem. Wybierałam duże sale, potencjalnie najmniej oblegane godziny seansów, a i tak zawsze znalazł się na sali ktoś taki. Kończyło się  zwracaniem uwagi lub przesiadaniem w najdalszy kąt sali. Dotychczas, ponieważ wczoraj był ten sądny dzień,...

Dzień dobry! Mam mizofonię.

 Zastanawiam się jaki jest największy problem z mizofonią. Czy to, że ją mam, czy też to, że inni jej nie mają. Kto tak naprawdę rozumie ten problem? Ja, inni mizofonicy, garstka osób, która z nami żyje.

Pierwszym krokiem, który sobie postawiłam, było uświadomienie społeczeństwa czym jest mizofonia. Po części mi się to udało. Będziemy mieli nawet swoją chwilę w programie Taboo. Jaki powinien być następny krok?

Z dziennika mizofonika- a teraz trochę o moim ciężkim życiu komunikacyjnym

 No tak, no i się zaczęło... Oprócz mizofonii doszło jeszcze pisanie dziennika. No, ale to nic! Mogę mieć mizofonię i jeszcze pisać dziennik, tak samo jak mogę jednocześnie mieć mizofonię i wkurzać się na wszystkich dookoła. Zauważyłam jednak, że nie da się mieć mizofonii i jednocześnie być zmobilizowanym do pisania pracy inżynierskiej. Naprawdę! No bo jakby nie spojrzeć, jakie życie by było proste i jakie wspaniałe jeśli nie miałabym mizofonii na głowie. To tak jak mieć przez całe życie katar. Tragedia! O czym to ja chciałam dzisiaj napisać, o tak może o pociągu, albo o autobusie, albo może i o tym i o tym, a co! Bo przecież, jak jeszcze nie wpadłam na wspaniały pomysł zakładania stoperów to też musiałam sobie jakoś radzić/ lub nie.

Z dziennika mizofonika- krótka rozprawa na temat stoperów

Przyznam szczerze, że od wielu lat broniłam się przed stoperami, bo: "jestem normalna i będę zachowywała się jak normalny człowiek i będę znosiła każde mlaśnięcie, szurnięcie, stuknięcie i trzaśnięcie!" No i masz! Przyszedł moment, w którym stwierdziłam że jednak nie jestem normalna. Od razu z tą myślą pobiegłam do apteki kupić stopery. Owszem, kiedy mam je w uszach wyglądam jak UFO z czułkami, albo może nawet trochę jak Frankenstein. Jednak, gdy wczoraj zasiadłam do rodzinnego śniadania ten fakt nie miał znaczenia...

Joomla templates by a4joomla